Frank Ocean zadebiutował w 2011 roku mixtape'm "nostalgia, ULTRA", który został ciepło przyjęty przez krytyków muzycznych. Aby kontynuować szereg sukcesów Frank nagrał dwa utwory z formacją The Throne czyli Jay-Z & Kanye West oraz przygotowywał długogrający album sygnowany własnym nazwiskiem. Nakładem Def Jam Music Group w zeszłym roku ukazało się "channel Orange" - bohater dzisiejszej recenzji. Słuchając i czytając same pozytywne opinie na temat tego krążka nie mogłem po niego nie sięgnąć. I tak o to odsłuchane wielokrotnie musiało cierpliwie poczekać na odpowiedni moment do recenzji. Na pomarańczową płytę składa się 17 utworów utrzymanych w charakterystycznym klimacie R&B oraz neosoul. Dodając do tego świetny wokal, pomysł na siebie oraz przyjemne teksty otrzymujemy produkt, który powinien być sygnowany naklejką "kupuj w ciemno, bo i tak Ci się spodoba". O to jak jest w rzeczywistości pokazują wyniki sprzedaży, statuetka Grammy, same pochlebne recenzje i... rzesze fanów. Czy jak czarna owca wybiję się z tłumu, czy grzecznie jak inni będę chwalić "channela"? Ja już znam odpowiedź. Wy pewnie też. Tak czy inaczej zapraszam:
