Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miley Cyrus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miley Cyrus. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 października 2013

Miley Cyrus - Bangerz

To, że ta płyta jest recenzowana nie jest chyba specjalnie dziwne, że przeze mnie już trochę tak. Mam taki problem, że ciężko jest mi zmusić siebie do przesłuchania danej płyty i napisania tekstu (stąd też skrajne oceny - prawie bez przeciętniaków). Liczba przełożonych planowanych albumów w ciągu ostatnich kilku tygodni jest już dwucyfrowa. "Bangerza" nie planowałem słuchać wcale, a wręcz przeciwnie - zarzekałem się, że gówien słuchać nie będę. O jakiejkolwiek recenzji nie było mowy. W tych zamotanych skrajnościach jest więcej niż ziarnko prawdy. Po pierwsze: nie słuchałem płyty z przymusu (ani tym bardziej dla statystyk), po drugie: z chęcią ją zrecenzuje, po trzecie (najważniejsze): nie słuchałem gówna. Do tej pory nie wgłębiłem się w jej twórczość i tak raczej pozostanie, aby pierwsze dobre wrażenie nie prysło (bo może Ona jednak nie ma talentu?). Czy coś mnie urzekło równie jak Wrecking Ball?

niedziela, 29 września 2013

Miley Cyrus - Wrecking Ball

Dzisiaj mega komercyjnie i nietypowo. Komercyjnie, bo "Wrecking Ball" już drugi tydzień okupuje szczyt Hot100 (też mi wyczyn, jak niejedna piosenka po 10 tygodni potrafi spędzić na pierwszym miejscu). Nietypowo, bo recenzja dotyczy singla. Jest to już 69 wpis na blogu (If you know, what I mean) i musiał dotyczyć kogoś w jakiś sposób wyjątkowego. Gdyby ktoś kilka lat temu stwierdził, że tak będzie wyglądać Hannah Montana wszyscy puknęliby się łeb. Chcąc nie chcąc ten "ktoś" miałby rację. Pozostawiając nowy image młodej gwiazdy do dyskusji innym skupię się na muzyce, bo ta spod nazwiska Miley Cyrus sprzedaje się jak ciepłe bułeczki pozostawiając po sobie zazwyczaj skrajne obrzydzenie i wymioty. Czy faktycznie jest się czym zachwycać (lub obrzydzać)? Odpowiedź znajdziecie w tym tekście.