Jessie J wkroczyła z wielką pompą do muzycznego showbiznesu pod koniec 2010 roku niczym europejska Lady Gaga. Wcześniej udzielała się "tylko" jako songwriterka, ale nie przeszkodziło jej to w karierze wokalistki. W sumie nic dziwnego - jest w końcu absolwentką elitarnej BRIT School. Who You Are będący jej debiutem ideałem nie był. Mimo dobrej warstwy tekstowej (przypominam, że rozmawiamy o CeHaeRowym popie) i fajnego wokalu płytę niszczył nieco miałki podkład. Album i tak okazał się sporym sukcesem i doczekał się kilku nowych wydań. Osobiście przypadł mi do gustu i bardzo lubiłem do niego wracać, a hiciorki takie jak Do It Like A Dude czy Who's Laughing Now oraz niesinglowe Mamma Knows Best tylko zaostrzały mój apetyt na nowy krążek. "Doczekałem się" pod koniec sierpnia zeszłego roku. Z trudem przesłuchałem Alive do końca, a kilka miesięcy później wcale nie było łatwiej. Zacznijmy zatem od początku...
