wtorek, 4 września 2012

Beyoncé - 4


Dzisiaj urodziny jednej z moich ulubionych piosenkarek, a zarazem jednej z nielicznych, które pięknie( i często, żeby nie mówić zawsze) śpiewają „na żywo”. Mowa oczywiście o Beyoncé Knowles!

Była liderka Destiny’s Child kończy dziś 31 lat, wraz z zespołem wydała 5 albumów studyjnych, 2 komplikacje i tyle samo płyt z remiksami. Występując solo zaprezentowała nam 4 longplay’e, 5 Ep-ek  oraz 5 koncertowych dvd(+ jedno z teledyskami). Z przyjemnością ocenię czwarty album o oryginalnej nazwie „4”. Bey wyjaśniła jak wiele znaczy ta liczba w jej życiu i dlatego ten album nosi taką nazwę. Przechodząc do treści otrzymujemy 12 piosenek w klimacie R&B/pop w wersji podstawowej i dodatkowe 6(w tym 3 remixy) piosenek w wersji deluxe).

Ci, którzy spodziewali się albumu podobnego do "I am… Sasha Fierce" mocno się zawiedli. Dostaliśmy materiał o wiele spokojniejszy, może nawet dojrzalszy inspirowany „starą, dobrą muzyką”. Jak wygląda to w XXI wieku? Dla mnie bomba!


Naprawdę zakochałem się w tej płycie. Nie ma tam żadnych zapychaczy(wszak autorka nagrała ponad 70 piosenek na płytę), a całość jest spójna i utrzymana na wysokim poziomie. Osoby poszukujące elektroniki i nowych hitów na imprezę mogą od razu włączyć sobie Pibulla i umierać w dźwiękowych torturach.

Na początek dostajemy 1+1 - ulubioną piosenkę piosenkarki. Bardzo nastrojowa ballada ukazująca głos Beyoncé w całej okazałości. Właściwie połowa płyty składa się z ballad i wcale nie jest to wada. Na szczególną uwagę zasługują jeszcze : I care, I was here i Start Over.

Aby nie było nudno dostaliśmy trochę bardziej popowe Best thing I never had jako drugi singiel z płyty(najwyżej notowana piosenka z płyty). Jako singiel promujący pojawiła się także piosenka Party (Andre 3000 na albumie, J.Cole na singlu), która już nie podoba mi się tak jak w zeszłym roku.

Singlem też została moja ulubiona piosenka z płyty Love on top wyraźnie inspirowana Jackson 5. Genialna kompozycja mimo, że niby banalnie bo o miłości(jak zresztą prawie cała płyta).

Coraz bardziej przekonuję się do Countdown, uwielbiam End of time(znany jest bardziej remix Polaka). Run the world ochrzciłem najgorszą piosenką w jej karierze, a tracki z deluxe(poza remixami) trzymają poziom całej płyty. Jedyne co mnie zdziwiło to teledysk do piosenki z wersji deluxe.

Czepialscy powiedzą, że piosenkarkę  stać na więcej. Ja uważam, że to bardzo dobra płyta i trzeba mieć dużo odwagi(i kasy) aby wydać taką płytę w tak ciężkich dla muzyki czasach. Ocena? 5, bo jednak mogło być lepiej, a tutaj nie zapomnieli że w piosence ważny jest tekst za co należą się wielkie brawa!

2 komentarze:

  1. Lubię ten album:)

    Zapraszam do siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja uwielbiam "4". Oceniam nawet na 6. Kocham "End of Time", "Countdown", "Best Thing I Never Had", "I Was Here"... wszystkie. Nawet "Run the World" mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń