czwartek, 13 marca 2014

Adele - 21

Mimo, że kariera Adele Laurie Blue Adkins miała się świetnie od momentu debiutu (nagrodzona m.in. statuetkami Grammy oraz BRIT) to prawdziwego pędu nabrała "dopiero" przy drugim albumie i singlu Rolling In The Deep. 2011 można śmiało nazwać rokiem Brytyjki - kolejne utwory nie schodziły z list przebojów, oba albumy okupowały szczyty rankingów sprzedażowych, a recenzowana płyta dwa lata z rzędu była najchętniej kupowanym albumem (przez trzy lata sprzedano 27 milionów kopii). Od tego czasu ilość nagród i wyróżnień Adele wzrosła wielokrotnie, a do najważniejszych można zaliczyć Złotego Globa, Oscara czy Order Imperium Brytyjskiego(!). Przy okazji wyczekiwania na 24/25, zadośćuczynienia za brak tekstu przez miesiąc zapraszam na recenzję jedną z moich ulubionych płyt. Tekst dla ludzi o mocnych nerwach :> 

sobota, 1 lutego 2014

Various Artists - Saint Heron

Jakiś czas temu wykształcił się trend tworzenia płyt nagrywanych przez wykonawców danej wytwórni i tak kilka lat temu mogliśmy słuchać efektów  Young Money Entertainment (Lil Wayne, Nicki Minaj, Drake itd.) czy Maybach Music Group (Rick Ross, Wale, French Montana). Swoją wytwórnią "pochwalił się" także Kanye West w recenzowanym przeze mnie Cruel Summer. Ostatnia propozycja nie przypadła mi do gustu, za składankę od YME zabieram się od dawna, ale nigdy "nie było okazji" (Bed Rock nie jest ona tragiczne, ale też nie zachęca), a ekipą Ross'a wcale się nie interesowałem. Tym bardziej cieszy obecność na rynku tej płyty - nie wahałem się ani minuty jak tylko usłyszałem o składance Saint Records - wytwórni Solange Knowles. Od tego czasu minęło kilka tygodni i jak tylko nie myślę o studiach to zadaję sobie jedno pytanie: czy mała wytwórnia może zrobić więcej niż olbrzymie kolosy pompujące miliony dolarów w swoich podopiecznych? 

środa, 15 stycznia 2014

Emeli Sandé - Live At The Royal Albert Hall

Jakiś czas temu zauważyłem, że coraz częściej i z większą chęcią sięgam po albumy Live. I chociaż nie łykam wszystkiego co "na żywo" jak pelikan to zdarza mi się wyłowić solistów i zespoły, którzy na koncercie spisują się o wiele lepiej niż w studio. W dużej mierze może to wiązać się z moim upodobaniem do mocnych głosów, orkiestrowej instrumentalnej oprawy, odrobiny nieczystości wokalu i co najważniejsze w czasach komputeryzacji over 10000 - naturalności. Świetnym przykładem jest Rita Ora, która śpiewając akustycznie pokazuje świetny mezzosopranowy wokal umykający podczas popowych technojebek. Debiut Emeli Sandé wolny jest od podobnych "krzywych" dźwięków i bardzo mi się spodobał. Our Version Of Events nie był jednak wolny od wad: przeszkadzała mi pewna schematyczność utworów, podbity wokal czy jego przerysowane panoramowanie. Wszystkie wady powinny zniknąć wraz z tą płytą...