Jakiś czas temu wykształcił się trend tworzenia płyt nagrywanych przez wykonawców danej wytwórni i tak kilka lat temu mogliśmy słuchać efektów Young Money Entertainment (Lil Wayne, Nicki Minaj, Drake itd.) czy Maybach Music Group (Rick Ross, Wale, French Montana). Swoją wytwórnią "pochwalił się" także Kanye West w recenzowanym przeze mnie Cruel Summer. Ostatnia propozycja nie przypadła mi do gustu, za składankę od YME zabieram się od dawna, ale nigdy "nie było okazji" (Bed Rock nie jest ona tragiczne, ale też nie zachęca), a ekipą Ross'a wcale się nie interesowałem. Tym bardziej cieszy obecność na rynku tej płyty - nie wahałem się ani minuty jak tylko usłyszałem o składance Saint Records - wytwórni Solange Knowles. Od tego czasu minęło kilka tygodni i jak tylko nie myślę o studiach to zadaję sobie jedno pytanie: czy mała wytwórnia może zrobić więcej niż olbrzymie kolosy pompujące miliony dolarów w swoich podopiecznych?
BLOG NIE JEST JUŻ AKTUALIZOWANY! ZAPRASZAM POD NOWY ADRES: MICROHEARTBEAT.BLOGSPOT.COM
sobota, 1 lutego 2014
środa, 15 stycznia 2014
Emeli Sandé - Live At The Royal Albert Hall
Jakiś czas temu zauważyłem, że coraz częściej i z większą chęcią sięgam po albumy Live. I chociaż nie łykam wszystkiego co "na żywo" jak pelikan to zdarza mi się wyłowić solistów i zespoły, którzy na koncercie spisują się o wiele lepiej niż w studio. W dużej mierze może to wiązać się z moim upodobaniem do mocnych głosów, orkiestrowej instrumentalnej oprawy, odrobiny nieczystości wokalu i co najważniejsze w czasach komputeryzacji over 10000 - naturalności. Świetnym przykładem jest Rita Ora, która śpiewając akustycznie pokazuje świetny mezzosopranowy wokal umykający podczas popowych technojebek. Debiut Emeli Sandé wolny jest od podobnych "krzywych" dźwięków i bardzo mi się spodobał. Our Version Of Events nie był jednak wolny od wad: przeszkadzała mi pewna schematyczność utworów, podbity wokal czy jego przerysowane panoramowanie. Wszystkie wady powinny zniknąć wraz z tą płytą...
czwartek, 2 stycznia 2014
Year of PAPPARAZZI - 2013!
W tym roku nie jestem hipsterem (jako bloger oczywiście, bo w życiu trzeba być ironicznym) więc jest i podsumowanie minionego roku. Jako, że w lutym postanowiłem założyć konto na last.fm i scrobble w jakiś 90% pokazują stan słuchanej muzyki (pozostałe to to, co słuchałem na telefonie i odtworzenia ze stycznia) ułatwiło to stworzenie tego posta. Po małym ogarnięciu wpisów z okresu listopad 2012-luty 2013 w głowie zaświeciła potężna żarówa "To tym się zachwycałem kupę czasu". Pozostało zrobić selekcję i pociąć się 100 razy by wybrać ulubieńców roku.
Etykiety:
Adele,
Aerosmith,
Beyoncé,
Coldplay,
Donatan,
Florence + the Machine,
JAY Z,
John Mayer,
Justin Timberlake,
Kelly Rowland,
Lady Gaga,
Lana Del Rey,
Lorde,
Rihanna,
Skylar Grey,
The Pretty Reckless
Subskrybuj:
Posty (Atom)


