czwartek, 28 marca 2013

Lady Gaga - Born This Way

Artystka-skandalistka o czym już wspominałem podczas recenzji "ery The Fame". Najbardziej znana jest z kreacji z mięsa, niezliczonych ilości peruk, dziwnych szokujących ubrań i oczywiście muzyki. Bez wątpienia to ona najbardziej zamieszała na rynku muzycznym. Lecz jak wiadomo nie łatwo odnieść sukces, a jeszcze trudniej go utrzymać. Po udanym LP i EP, dwóch genialnych trasach koncertowych trzeba było nagrać w końcu super długogrający album. Zapowiadany jako "album dekady" przez samą artystkę otrzymał dość pozytywne recenzje. Jednak po zaprezentowaniu tytułowego singla nie chciałem przesłuchiwać tej płyty. Nie zrobiłem tego przez bite dwa lata, aż do ostatniego tygodnia. Dlaczego w ogóle się za to zabrałem? Prowadzę bloga, dominuje pop, Gaga wydaje ARTPOP, a ja nie znam poprzednika. Tego nie dało się uniknąć i tak o to odkładana w nieskończoność wylądowała na moim odtwarzaczu towarzyszyła mi przez kilka ostatnich tygodni. Czy warto było tak spóźniać się z przesłuchaniem "albumu dekady"?


I tak, i nie. 

Wersja specjalna zawierająca dwa dyski zawiera 17 utworów i 6 remix'ów. Producentami płyty oprócz oczywistych oczywistości: Lady Gaga & RedOne zostali: DJ White Shadow, Garibay(mający też wkład w poprzednie płyty Germanotty), Laursen, DJ Snake, Lange i Sparks. Dużo ich, co z resztą słychać na płycie w prawie każdej minucie. O ile nazwisko skandalistki widnieje w rubryce produkcja przy każdej piosence, to RedOne już tylko przy 4. Za to znany i lubiany z poprzednich produkcji Fernando G. udzielał się przy większości piosenek. Powinno być ok, ale do końca niestety tak nie jest. Dlaczego?

To pytanie zadaję sobie cały czas. Gaga jako gwiazda światowego formatu ma do dyspozycji praktycznie każdego człowieka na  świecie. Pieniądze nie mają też większego żadnego znaczenia, bo wiadomo, że wszystko się zwróci z nawiązką. Talentu też jej nie można odmówić, bo głos ma świetny i udowodniła to wielokrotnie na poprzednich albumach i różnego rodzaju występach.

Więc do cholery czemu Lady Gaga nagrywa, daje na płytę i w dodatku robi na singla Judas skoro wcześniej leci o wiele bardziej przystępne Goverment Hooker, czemu na płycie pojawia się popowe gówno w stylu Bad Kids skoro singiel You And I jest genialny i płycie nie potrzeba zapychaczy. Takich wątpliwości mam jeszcze trochę, ale o tym nieco później.

Otwierające cały album (również singlowe) Marry The Night to typowo popowa produkcja mająca spokojniejsze zwrotki  i głośne rockowo-dance'owe refreny. Poza mało rewolucyjnym podkładem nie można nic zarzucić, chociaż wkurza mnie hook "ma-ma-ma-ma-marry ...". Born This Way czerpie garściami od Madonny i biorąc pod uwagę to, że Lady G. ma o wiele lepsze walory głosowe to piosenka nie razi mnie już tak jak dwa lata temu. Do w miarę udanych kompozycji z płyty zaliczam jeszcze Hair(o dziwo produkcja RedOne'a) podobnie zresztą jak Scheibe. 

Mniej udane piosenki to są wszelkie bonusy za jakie płacimy w edycji specjalnej. Są nieciekawe, nudne, przekombinowane i bez sensu. Teksty utworów mimo, że nie rażą specjalnie, to nie wieje taką ambicją jaką Stefani nam zapowiadała przed wydaniem longplay'a. Oczywiście mogłoby być lepiej, bo w końcu przed swoją wielką solową karierą tleniona blondyna pisała teksty dla innych. Poziom tekstów jest zatem podobny jak we wcześniejszych albumach gwiazdy.


Do litanii bardzo nie lubianych piosenek zaliczam piosenkę mającą w tytule jednorożca i wieńczące "album dekady" The Edge Of Glory za wszelką prymitywność tego ostatniego. Nie lubię też wszelkiej dużej ilości elektroniki, na którą składa się praktycznie cały album. Nie oznacza to jednak, że nie znalazłem kilku perełek pozostających ze mną na nieco dłużej. Bez żadnych skrupułów ubóstwiam You And I. Jest to najlepsza piosenka na płycie: spokojna, z mocnym wokalem i ciekawym, nie skomplikowanym podkładem i super gitarami. Lubię jeszcze Bloody Mary i to raczej tyle. Reszta jest albo przeciętna, albo nie chce mi się już pisać o tej "ponadczasowej" produkcji.

Koniec końców: album nie jest zły. Wokalistka i grono szanownych producentów starało się zrobić coś ambitniejszego na co polecą tłumy - przynajmniej takie jakie poleciały na debiutancki album. Nie znajdziemy tutaj hitów na miarę "Paparazzi" czy "Poker Face", bo większość jest po prostu przekombinowana. Brak przebojowości albumu to jego główna bolączka. Pop ma bawić, a ja tej zabawy nie doświadczyłem. Z drugiej strony naprawdę nie jest tragicznie, a miejscami jest nawet dobrze. Szkoda tylko, że artystka nie przesłuchała albumu przed nazwaniem go "albumem dekady" czy "wielką rewolucją muzyki rozrywkowej"(coś w ten deseń), bo "Born This Way" tym albumem nie jest. Gdyby nie te wygórowane mniemanie o tej płycie pewnie byłbym skory z większą chęcią dać tą 4. Bo ta jest ewidentnie naciągana i wstawiona z bólem serca.

4 komentarze:

  1. Miałem zamiar przesłuchać "Born This Way", ale po przeczytaniu kilku nie zbyt pochlebnych recenzji odpuściłem sobie. Gdzie jest ta stara Lady GaGa z "Bad Romance" ?! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Born This Way" daaaaaleko do albumu dekady. Przebija je chociażby wydane kilka miesięcy później "Imaginaerum" od Nightwish, które jest po prostu arcydziełem, ale nie o tym dzisiaj.
    Ja akurat ten album całkiem lubię, lepszy od "The Fame", gorszy od 'potwora' ;P Kilka numerów jest naprawdę świetnych (Americano, You and I, Government Hooker), ostatnio polubiłem nawet "Born This Way" i "Judas". Za to szczerze nie lubię "Marry the Night", "Highway Unicorn", "Bad Kids" czy "Heavy Metal Lover". Podobnie zresztą jak na debiutanckim albumie za dużo tu zapychaczy. Czy ona nie mogłaby nagrać 8-10 piosenek, ale raz porządnych? (najmniej było na "The Fame Monster" - i to właśnie tą EP-kę lubię najbardziej)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobra recenzja. Ja z tej płyty lubię "You And I" i "Born This Way".
    Pozdrawiam, True-Villain.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy włączam "BTW", słucham jedynie 6 piosenek: Gevornment Hooker, Judas, Bloody Mary, You & I, Americano i Electric Chapel

    Zapraszam na nową recenzję na http://The-Rockferry.blog.onet.pl (Hurts "Exile").

    Radosnych, rodzinnych świąt ;)

    OdpowiedzUsuń